W poszukiwaniu świętego Graala

W poszukiwaniu świętego Graala
ePub czas dodania: 2016:07:19 02:17 komentarzy 0
Nieograniczony dostęp do pokarmu i brak zagrożeń powoduje wymarcie populacji (myszy). Dlatego Europejczycy wymrą i pokonają nas Murzyni i Muzułmanie. Wierzycie w to?
Niektórym ludziom zabawa w szukanie pokemonów odbiera wiarę w nasz gatunek. Są tym przerażeni, uznają to za oderwanie od rzeczywistości, zbędne szukanie tego, czego nie ma, stratę czasu. Uważają, że to przejaw upadku cywilizacji i kultury. Twierdzą, że to ostateczny dowód na niebotyczną ludzką głupotę, co uzasadnia jakoby to, że dążymy do samozagłady.
Będę z tym polemizował.
Na czym polega ta zabawa? W skrócie: ściągamy na smartfona grę. W niej jest mapa, a na niej zaznaczone w przybliżeniu miejsca gdzie przebywają wirtualne twory zwane pokemonami. Należy w to miejsce pójść, poszukać pokemona i go złapać patrząc na wyświetlacz smartfona. To zwiększa nam liczbę zdobytych punktów, co pozwala wchodzić na wyższe poziomy, na których czeka nas szereg dalszych, bardziej skomplikowanych gier i zabaw terenowych. Ten pokemon to tylko współrzędne geograficzne w grze - w terenie go nie ma. Ale trzeba w to miejsce pójść - co sprawdza GPS w naszej komórce.
Od USA po Europę, w tym Polskę, ludzi, szczególnie dzieci i młodzież, ale też dorosłych, opanował szał szukania pokemonów. To stwarza różne zagrożenia - gracze wpadają pod pociąg szukając pokemonów na torach, blokują ruch na autostradzie, szukając pokemona na środku pasa drogi, toną w jeziora i bagnach, spadają z klifów, wpadają w pułapki przestępców. Poszukiwacze wchodzą do muzeów, kościołów czy na cmentarze, naruszając powagę tych miejsc.
Zachód zwariował. To niby pokazuje jak łatwo można nami manipulować. Puszczą coś na rynek, a ludzie szaleją.
Murzyni i Indianie wciąż szukają korzonków i polują na małe zwierzątka. Muzułmanie mordują niewiernych i marzą o hurysach w raju. Buddyści medytują, Chińczycy produkują koszulki z krótkimi rękawkami, Turcy dokonują samopuczu, a Polacy naprawiają Trybunał Konstytucyjny. To ma sens. A szukanie pokemonów jakoby sensu nie ma.
No ale dawno, dawno temu, gdy nie było telefonów komórkowych, Internetu i GPS-a, to też się w te pokemony bawiliśmy w harcerstwie. Były różne biegi terenowe, podchody, poszukiwanie schowanych fantów w lesie, rozwiązywanie zagadek. To też nie miało sensu?
Zupełnie nie rozumiem skąd krytyka tej zabawy. Mnie ta zabawa dodaje wiary w nasz gatunek. Ta gra jest bardzo mądra, pouczająca, kształcąca i pożyteczna. Bardzo to popieram - co dalej uzasadniam.
Ludźmi oczywiście można łatwo manipulować. Ale nie wysyłając ich w teren na poszukiwanie świętego Graala! W terenie manipulować trudniej!
Napisałem kilka notek dotyczące tego tematu. Choć wtedy gdy je pisałem, to ta pokemonowa gra była oczywiście nieznana. Była, i nadal jest, podobna gra, w którą się bawiłem parę lat temu z moimi dziećmi gdy były młodsze. Chodzi o geocaching, który opisałem w tej notce z 2008 roku: To ja wymyśliłem geokeszing!!! Przekleję fragment, w którym pochwalam geokeszing - ale pasuje to też do pokemonów:
„Najważniejsze w tym wszystkim jest utrzymywanie w sobie czegoś, co jest kluczowe w naszej łacińskiej cywilizacji: instynktu odkrywcy. Dzięki temu instynktowi nasza cywilizacja jest ekspansywna i zdominowała cały świat - dzięki temu odkryliśmy Amerykę, dotarliśmy na Księżyc, a niedługo skolonizujemy Marsa.
Wydawałoby się, że niektóre dawne ludzkie instynkty, zwyczaje czy umiejętności, są niepotrzebne i nieaktualne - dajmy na to: polowanie czy żeglowanie. Dziś moglibyśmy w ogóle nie zabijać dzikich zwierząt - tylko je hodować. Moglibyśmy w ogóle nie pływać na żaglach - tylko na silniku. A jednak polujemy i żeglujemy. Tak samo można by nic nie odkrywać, no bo wszystko jest już odkryte! Na Evereście była już cała masa ludzi, a bieguny są kompletnie zadeptane. Niemniej zapomnienie tych wszystkich dawnych umiejętności to pierwszy krok do wymarcia.
Warto pielęgnować instynkt odkrywcy! Warto szukać skarbów! Warto przemieszczać się w przestrzeni i relacjonować to innym! Kolumb miał dziennik pokładowy, odkrycia kosmonautów są retransmitowane w telewizji, a geokeszerzy mają logbuki papierowe i internetowe!
Warto się bawić w to, co jest podstawą naszej cywilizacji: w żeglarza, kosmonautę, eksploratora, odkrywcę, poszukiwacza skarbów, konkwistadora, krzyżowca. Warto szukać świętego Graala. Warto być geokeszerem!
I wcale nie trzeba koniecznie mieć GPS-a - są kesze, które można odnaleźć metodą tradycyjną - z mapą, kompasem i opisem ukrycia. Wtedy keszerstwo nazywa się letterboxing i zostało to wymyślone w 1854 w Anglii.”
Dziś piszę: warto być pokemaniakiem!
To można uogólnić. W ogóle fajne, pożyteczne, kształcące, są gry oparte o GPS. Czyli o nawigację. Warto wiedzieć gdzie się jest, gdzie się idzie, jedzie czy płynie, warto orientować się w terenie. A by to wiedzieć, trzeba się bawić. Tu opisałem zalety bawienia się: GPS-em. Cytuję opis jednego z kilku zastosowań GPS-a do zabawy:
„Ogłasza w Sieci 5, czy 10,  czy ileś, punktów względem zadanego punktu w odległości 3 czy 5, czy 10 km - każdy punkt to namiar i odległość od zadanego. A potem każdy uczestnik zabawy wyznacza te punkty względem swojego obecnego pobytu i ma za zadanie dotrzeć do wszystkich zadanych punktów, zrobić zdjęcia i przesłać je razem z logiem wycieczki. Kto pierwszy ten wygrywa. A każdy jest na innym kontynencie, jednemu jakiś punkt wypada na środku jeziora, innemu ten sam na pustyni, a jeszcze innemu w środku poligonu. I potem jest masę opisów przygód itd...”
Ja to wszystko jeszcze bardziej uogólniam i pochwalam zabawę samą w sobie. Warto się bawić. Bawić się powinny nie tylko dzieci, ale i dorośli. Taką notkę kiedyś napisałem: Zabawa. Cytuję fragment uzasadniający też sens gry w pokemony:
„Dlaczego dzieci i młodzież potrafią wielokroć lepiej i sprawniej obsługiwać komputer i łączyć się z Internetem niż starsi? Dlaczego wnukowie są wielokroć sprawniejsi w obsłudze nowych technologii niż ich dziadkowie?
Dziecko gdy dostaje nową komórkę, to od razu szuka na niej gry, a potem w nią gra. To ma głęboki sens! Przede wszystkim opanowuje technikę uruchamiania dowolnej aplikacji na komórce, potem uczy się obsługi klawiatury itd… Potem gra się dziecku nudzi - to zaczyna się bawić wszystkim po kolei jak popadnie – uruchamia różne aplikacje i robi z nimi różne głupoty, jak nie wie do czego służy, to naciska różne klawisze losowo i patrzy co się stanie.
Zabawa komórką powoduje, że po kilku godzinach umie już wszystko z nią zrobić, zna wszystkie opcje i możliwości. A dorosły jest w tym samym czasie w połowie czytania instrukcji i nic z niej nie rozumie.”
Mam też uzasadnienie tego, że ta gra w pokemony to wcale nie jest upadek gatunku ludzkiego, czy też upadek cywilizacji, ale naturalna kontynuacja i rozwój. Przeczytajcie tę notkę: Infantylizm człowieka. Tu obszerny cytat a propos pokemonów:
„Okazuje się, że wiele naszych cech wyjątkowych można łączyć z rodzajem neotenii - takich jak duży mózg, delikatną budowę kości i zębów, naga skóra itd., a przede wszystkim infantylizm naszej psychiki - dorośli ludzie zachowują wiele młodzieńczych cech swoich małpich przodków.
Ta infantylność to ważna cecha człowieka, która pozwoliła nam wyjść z naszej kolebki, czyli afrykańskiej sawanny, i skolonizować cały świat długo przed Kolumbem. Młode osobniki wszystkich ssaków są zazwyczaj otwarte na zmiany i dużo i chętnie się uczą, bawią się, próbują, są bardzo aktywne, robią głupoty. Gdy dorosną, zamykają się, utrwalają odpowiednie zachowania, wpadają w rutynę. Z człowiekiem jest inaczej, pozostaje ciekawski i otwarty na świat i na zmiany całe życie. Dlatego emeryci tak dużo i chętnie podróżują.
Ta nasza ewolucyjna neotenia pozbawiając nas wielu cech fizycznych ważnych dla przetrwania (takich jak kły, pazury, futro, szybkość w biegu, sprawność skakania po drzewach itp.) dała nam wiele cech otwartych, jakie mają dzieci, pozwalających przetrwać w dowolnym, nieprzewidywalnym z góry środowisku. Dlatego zasiedliliśmy wszystkie możliwe nisze ekologiczne - od równika po koło podbiegunowe.
Nasz infantylizm to nasza siła. Dzięki niemu filozofujemy, ciągle zadajemy sobie pytania, wciąż chcemy wszystko sprawdzać, rozbierać, oglądać, wgryzać się w problemy i próbujemy wszystko zrozumieć. Ciągle się uczymy. Na okrągło żartujemy. Dzięki temu opanowaliśmy ogień, zrobiliśmy narzędzia, skolonizowaliśmy świat, stworzyliśmy cywilizację i wszystkie wynalazki naukowe i dzieła kultury. Dzięki skłonności do zabawy odwiedziliśmy Księżyc i wybieramy się na Marsa. Infantylizm to otwartość, naiwność, ciekawskość, skłonność do ryzyka i zabawy. Mało które zwierzę ma to wszystko na raz. Dlatego jesteśmy wyjątkowi.”
Gra „Pokemon GO”, i wszystkie podobne, mają głęboki sens edukacyjny i cywilizacyjny - po prostu ludzki. Ale mają też sens ekonomiczny i gospodarczy! One dobitnie udowadniają, że ludziom nie grozi bezrobocie spowodowane robotyzacją. Gry są za darmo, ale wielu na nich zarabia, nikt nie traci. Pokemony będą coraz częściej odpłatnie umieszczane w restauracjach, pubach, kinach, sklepach, hotelach, salonach piękności, siłowniach, basenach etc., napędzając biznes tym miejscom. Korzystają na tym i twórcy gry, i gospodarze miejsc, i klienci. I jest jeszcze setki innych modeli biznesowych pozwalających zarabiać na takich grach. Zarabiać ludziom, a nie robotom.
Niedługo wszystko będą za nas robić roboty, a my będziemy się bawić. Oczywiście nic nie ma za darmo - by skorzystać z pracy robotów i z gier, trzeba będzie coś od siebie dać, czymś zapłacić. Będziemy więc w grach zarabiać. Też mam o tym notkę: Likwidowanie miejsc pracy. Znów cytuję sam siebie:
„Otóż przemysł rozrywkowy nie tylko zwiększa liczbę miejsc pracy, ale odtwarza wszystkie miejsca pracy, które kiedykolwiek istniały, a zanikły. Do tego służą wirtualne gry społecznościowe typu Simsy, czy Second Life. Te gry symulują prawdziwe życie - nie tylko dzisiejsze, ale przeszłe. Takich gier jest wiele - symulują handel, ligi piłkarskie, potyczki militarne, gwiezdne imperia etc. Gry są sieciowe, grają jedni ludzie z innymi - to nie są rozgrywki człowieka z komputerem - w jedną taką grę potrafi grać setki tysięcy ludzi. Ale te gry to nie tylko strata czasu i pieniędzy - w tych wirtualnych światach można zarabiać! Zarabia się w wirtualnej walucie danej gry, ale można ją wymieniać na walutę prawdziwą, z realnego świata. Są ludzie, którzy grają w te gry nie dla przyjemności, ale zawodowo - zarabiają nie na grze, ale w grze. To już się dzieje.”
Ludziom nie grozi zagłada. Co najwyżej upadną państwa czy religie. Cywilizacje zanikną i przekształcą się w inne. Ale ludzie będą trwać. Bo jesteśmy ciekawscy, infantylni i lubimy odkrywać, szczególnie teren - nawet jeśli tam nic nie ma. Na Marsie nic nie ma. A my tam polecimy szukać pokemonów. 
Grzegorz GPS Świderski

 
licznik: 1816 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze