Spotkanie opozycji w obcej ambasadzie

Spotkanie opozycji w obcej ambasadzie
pdf ePub czas dodania: 2017:02:08 02:58 komentarzy 0
Polskę odwiedziła dziś kanclerzyca Niemiec Angela Merkel – przywódczyni obcego państwa. Spotkała się z wieloma osobami. Spotkała się w różnych miejscach. Ale z przedstawicielami opozycji spotkała się w swojej ambasadzie.
Niektórzy publicyści, dziennikarze, politycy, to krytykują. Nie spotkanie - ale miejsce. Niedopuszczalne jest to, by opozycja spotykała się z obcymi przywódcami w ich ambasadach.
To jest nieeleganckie, niedyplomatyczne, nieładne, nielojalne. A niektórzy idą dalej i uważają to za przejaw zdrady. Bo w Polsce tradycyjnie zdrajcy chodzili po wytyczne i wypłaty do obcych ambasad i to doprowadziło Rzeczpospolitą do upadku.
Ale nie słyszałem, by ktokolwiek wytłumaczył to dokładnie. Dlaczego polityczne spotkania opozycji w obcej ambasadzie są złe? Jak tego dokładnie nie zrozumiemy, to można to zbyć tłumaczeniem, że to drobiazg. Po prostu tak było wygodniej, taniej, bliżej, łatwiej. Nie ma się o co pieklić. Każde miejsce jest dobre by pogadać. A to, by rozmawiać, jest bardzo ważne.
Otóż istota problemu tkwi w tym, że obca ambasada jest zawsze perfekcyjnie zabezpieczona przed podsłuchami. W ambasadach tworzy się tajne kancelarie, gdzie ludzie mogą pogadać ze sobą mając pewność, że nikt ich nie podsłucha – czy to akustycznie, czy elektrycznie, czy świetlnie – żadna fala nie wypłynie na zewnątrz. Każde państwo na świecie bardzo precyzyjnie zabezpiecza swoje ambasady przed podsłuchami.
Po to się to robi, bo kontrwywiad każdego państwa podsłuchuje obcych dyplomatów. Bo wszyscy dyplomaci to szpiedzy. Nawet jeśli nie właściwi, to potencjalni. Kontrwywiad podsłuchuje też własną opozycję. Musi podsłuchiwać wszystkich, którzy zagrażają rządzącej władzy – nie tylko naprawdę, ale też potencjalnie. Przedstawicieli władzy kontrwywiad podsłuchiwać nie musi, no bo po to podsłuchuje, by potem napisać im raport – nie ma więc potrzeby robić raportu o tym co sami powiedzieli. Władza po to ma kontrwywiad, by wiedzieć co knuje opozycja i obce władze.
Oczywiście to co napisałem to teoria. Tak jest oficjalnie. W praktyce te sprawy są tysiąckroć bardziej skomplikowane. Kontrwywiad może jednak podsłuchiwać swoją władzę. Ambasady mogą nie być bezpieczne. Szpiedzy mogą być podwójni. Ale to jest nieistotne dla rozważanego tu problemu. Istotne jest to, co jest oficjalnie oczywiste: kontrwywiad wszystkich podsłuchuje, a w obcej ambasadzie nie może. Na swoim terenie kontrwywiad wszystko wie, na obcym nic.
Więc nie liczy się to, kogo konkretnie z opozycji kontrwywiad podsłuchuje, nie liczy się to, czy ambasady są w pełni odporne na podsłuchy. Liczy się to, że jeśli opozycja rozmawia z przywódcą obcego państwa w jego ambasadzie, to demonstruje fakt, że prowadzi pertraktacje z obcymi tak, by rodzimy kontrwywiad nie dowiedział się czego dotyczą rozmowy. Opozycja jawne oświadcza, że spiskuje z obcym rządem przeciwko własnemu. No bo gdyby nie chodziło o spisek, to by się opozycja własnego kontrwywiadu nie bała i mogłaby rozmawiać nawet u Sowy.
A zatem rozmowy opozycji w obcej ambasadzie, nawet jeśli naprawdę dotyczą tylko i wyłącznie tego czy ośmiorniczki są smaczne, i nawet jeśli kontrwywiad ma w ambasadzie pluskwy i dowie się tylko tego, że ośmiorniczki im smakują, to nadal jest to jawna demonstracja zdrady. To ogłoszenie wszem i wobec: „chcemy obalić obecny rząd Polski i nie zawahamy się w tym celu pertraktować z obcym rządem i prosić go o pomoc w obaleniu naszego rządu. Chcemy prowadzić politykę zagraniczną poza plecami rządu. Nie akceptujemy tego, żeby Polska miała jedną, spójną politykę zagraniczną.”
A obcy rząd jawnie oświadcza: „wasza opozycja z nami współpracuje w celu obalenia waszej władzy i jeśli będziemy chcieli, to was zniszczymy nie tylko z zewnątrz, ale i z wewnątrz. Wasza opozycja jest bardziej lojalna w stosunku do nas niż do was, bo z nami rozmawia tak, byście się nie dowiedzieli o czym mówimy. Więc się nas słuchajcie, bo to my rządzimy.”
Od dawna było wiadomo, że Platforma Obywatelska (a jako ich polityczni pobratymcy – też KOD czy .Nowoczesna) to są w istocie pachołki Niemiec – to kolaboranci i zdrajcy. Dziś dostaliśmy tego dobitny dowód – nie jako jakieś przecieki czy niejasne przesłanki, ale jako czytelną demonstrację. Oni tego nie kryją, oni nam to wyraźnie przekazują. Ślą otwarty sygnał: „wolimy by w Polsce rządziła Merkel, niż Kaczyński. My służymy Merkel, a nie Kaczyńskiemu. Naszym przywódcą jest Tusk, który jest podnóżkiem Merkel.”. I w istocie mają rację – połowa Polaków woli władzę Unii Europejskiej pod przywództwem Niemiec, niż Kaczyńskiego. A druga połowa woli Kaczyńskiego. A tych, którzy wolą wolność, jest promil.
Kanclerzyca zaaranżowała tę demonstrację swojej władzy w Polsce nie tylko po to, by utemperować Polaków i pokazać nam, że to ona rządzi. Ona to zrobiła głównie dlatego, by zademonstrować swoją siłę w walce politycznej u siebie – by pokazać niemieckiej i europejskiej opinii publicznej: „ja rządzę wami, rządzę Polakami, opanowałam całą Europę. Trzymajcie więc mnie nadal u władzy.”. Co oczywiście nie przeczy temu, że ona jest marionetką w rękach potężniejszych sił politycznych.

Grzegorz GPS Świderski
licznik: 681 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze