Śmiech, Śpiew i Plotki

Śmiech, Śpiew i Plotki
ePub czas dodania: 2014:01:27 03:45 komentarzy 0
O ewolucji języka

Śmiech

Iskanie się u małp służy nie tylko celom higienicznym, ale przede wszystkim tworzy więzi społeczne. Iskając się małpy nawiązują przyjaźń – im z kimś bardziej wymieniają się usługami iskania tym większym jest przyjacielem. Z wrogami się nie iskają.

Iskanie wywołuje efekt narkotyczny – nie w przenośni ale naprawdę – w czasie iskania wydzielają się opioidy endogenne łagodząc lekki ból, uspokajając, dając poczucie błogości – ogólnie sprawiając uczucie przyjemności.

Nam to pozostało w postaci dotyku. Nie jest to jedyny i główny sposób nawiązywania więzi ale nadal dotyk jest atawizmem dającym przyjemność. Intensyfikowanie dotykania się przez osobników różnej płci prowadzi do stosunku płciowego.

Ale iskanie się, czy stosunek płciowy, to interakcja jeden do jednego czyli nawiązujemy kontakt tylko z jednym osobnikiem, a ponieważ to zajmuje czas, to jest ograniczona liczba osobników, z którymi nawiązujemy bliskie więzi społeczne. Na dodatek musimy to często powtarzać by te więzi utrzymywać i by były trwałe.

U naczelnych skutkuje to tym, że istnieje górna granica wielkości stada, które może być trwałe. Gdy się rozrasta, to się rozpada na mniejsze stada. Maksymalne stado naczelnych poza człowiekiem to stado szympansów, którego maksimum to około pięćdziesięciu osobników.

Z badań mózgu wynika, że homo sapiens był w stanie utrzymywać się w stadach do stu pięćdziesięciu osobników. Do tego potrzeba utrzymywać więzi społeczne z trzy razy większą ilością znajomych. Sesje iskania się do tego nie wystarczą - trzeba robić coś podobnego, ale nie z jednym osobnikiem, ale z trzema, nie w dwuosobnikowej grupie, ale w czteroosobowej.

Homo sapiens zamiast się iskać gada, plotkuje. Sesje plotkowania odbywają się w czteroosobowych grupach konwersacyjnych. Dzięki temu możemy mieć trzy razy więcej kolegów niż inne małpy.

Ale iskanie nie przekształciło się w gadanie od razu. Pośrednio było śmianie się i śpiewanie.

Dlaczego śmiech służy nawiązywaniu więzów społecznych? To proste: chodzi o zaufanie. Mamy większe zaufanie do kogoś, z kim się razem śmiejemy. Śmiech wzbudza zaufanie. Mamy większe zaufanie do kogoś, kto śmieje się z naszego dowcipu - okazujemy komuś zaufanie śmiejąc się z jego dowcipu.

Ale dlaczego śmiech wzbudza zaufanie? To proste: śmiech, a szczególnie śmiech z głębi brzucha, czyli nie uśmiech, ale taki śmiech, który powoduje falowanie klatki piersiowej, czyli intensywną pracę mięśni, powoduje uwalnianie się endorfin, czyli dzieje się to samo, co w trakcie iskania.

Człowiek śmieje się w towarzystwie - do śmiechu potrzebni są inni. Prawie nigdy nie śmiejemy się w samotności - a jeśli nawet, to raczej gdy słuchamy radia czy oglądamy telewizję, czyli widzimy, czy słyszymy, innych ludzi. Śmiech to ewidentnie zachowanie towarzyskie.

Szympansy też się śmieją ale inaczej i w innych kontekstach - często w samotności. Widać, że do śmiechu język nie jest niezbędny, ale jednak u ludzi jest potrzebny i ważny. Najśmieszniejsze są dowcipy słowne, potrafimy się nieźle uśmiać słuchając radia, choć śmiejemy się też oglądając telewizję widząc sam obraz, bez słów, gdy się na przykład ktoś potyka i przewraca. Ale to śmianie się z obrazu jest traktowane jako coś prymitywnego i prostackiego - czyli bardziej pierwotnego. Ludzie głupi i prymitywni śmieją się raczej z sytuacji gdy np. ktoś puści bąka w towarzystwie. A ludzie mądrzy i wykształceni śmieją się raczej z dowcipów słownych na przykład czytając książkę: „Sztuka pierdzenia”. To pokazuje kierunek ewolucji.

Śmiech i dowcipy są ludzkości niezbędne. Nie da się żyć bez dowcipów. Nie ma człowieka, który się nie śmieje.

Śmiech - taki jak u współczesnych ludzi - wykształcił się już prawdopodobnie milion lat temu u homo erectus. Najprawdopodobniej była to forma chóralnego wydawania dźwięków, rodzaj zbiorowego wydawania sygnałów bez słów. Po prostu te pierwsze hominidy poczuły w trakcie tego pierwotnego śmiania się to samo co w trakcie iskania, bo im się dzięki temu zaczęły wydzielać te same endorfiny. No to zaczęli to powtarzać bo to było przyjemne. To były początki języka.

Śpiew

Pewien naukowiec przyjrzał się twórczości kompozytorów muzyki klasycznej XIX wieku oraz gwiazdom rocka z lat 60-tych XX wieku. I dokonał bardzo ciekawego spostrzeżenia – otóż okazało się, że w obu badanych grupach liczba komponowanych utworów gwałtownie spadała po tym jak ich twórcy żenili się, a potem znów wzrastała, gdy decydowali się na separację lub się rozwodzili. I tak w kółko. Muzycy są najbardziej płodni twórczo, gdy szukają partnerki, a gdy już ją znajdą, to im wena siada.

To, i nie tylko to, ale szereg innych badań naukowych i spostrzeżeń z życia codziennego, dowodzi, że muzyka, śpiew, komponowanie, granie czy taniec służą doborowi płciowemu. Śpiewamy by się popisać przed potencjalnym partnerem seksualnym, gramy by zwabić i zbałamucić płeć przeciwną – jesteśmy w tym podobni do ptaków. Muzyka uwzniośla, dodaje nam skrzydeł, daje poczucie wolności - ułatwiając przy tym rozmnażanie. Muzyka to atawizm.

Muzyka jest silnie związana z uczuciami. Słuchając śpiewu odczuwamy przyjemność – znów, co wiemy z poprzedniego odcinka, uwalniają się endorfiny! Nie ma się więc co dziwić, że wielu muzyków popada w narkomanię. I tak samo takimi narkomanami byli nasi przodkowie tysiące lat temu – śpiewali, bo to wywoływało te same efekty narkotyczne co najpierw iskanie się, a potem śmianie.

Biolodzy ewolucyjni nie mogli nie zauważyć i nie zbadać czegoś, co zajmuje człowiekowi tak dużo czasu i energii jak przemysł muzyczny. Nie ma na świecie człowieka, który by nie słuchał muzyki. Nastolatkowie mogą nie znać filozofów, polityków czy poetów, ale modnych muzyków muszą znać. Nie ma nastolatka, który by nie miał ulubionej kapeli.

Nasz gatunek poświęca bardzo dużo czasu i pieniędzy na muzykę. To nie może być zbędne, to nie może być jakiś efekt uboczny ewolucji. Gdy zwierzęta, a my przecież też jesteśmy zwierzętami, wkładają w jakąś czynność bardzo dużo energii to dzieje się tak dlatego, że ma to fundamentalne znaczenie biologiczne.

Ogon pawia z pozoru wydaje się bezsensowny – takiemu pawiowi z dużym ogonem trudniej jest uciec drapieżnikowi. Ale mimo to przetrwały pawie z dużymi ogonami, a z małymi nie. Bo samice po prostu wolały pawie z dużym ogonem i z dużą ilością ok na tym ogonie. On dawał sygnał: „patrz, mimo upośledzenia bezsensownym ogonem daję radę drapieżnikom!”. I to samo mówili nasi przodkowie: „patrz, śpiewam, drę się głośno aż cały las się trzęsie, walę w bęben, co może zwabić wilki, tygrysy czy niedźwiedzie, ale ja się nie boję – wybierz więc mnie”. No i wybierały muzyków. I na odwrót – ładnie śpiewające dziewczyny wabiły tym chłopaków, tak jak śpiew syreny wabi marynarzy.

Dzięki takiemu doborowi naturalnemu u ludzi odpowiednio wykształcił się aparat głosowy. Śmialiśmy się w celach towarzyskich, śpiewaliśmy w celach seksualnych, wydawaliśmy bogate, różnorodne dźwięki drogą paszczową, a jednocześnie rozwijał nam się mózg. Wszystko to po to, by tworzyć większe stada, bo w większym stadzie łatwiej przetrwać.

Jak wynika z ostatnich badań wykorzystujących skany mózgu, muzyka pobudza bardzo prymitywne ośrodki z przodu prawej półkuli.

Każdy kapral od musztry wie, że piosenki to najlepszy sposób by stworzyć poczucie braterstwa w grupie świeżych rekrutów.

Najlepszym sposobem by zebrać ludzi razem, szczególnie młodych, jest urządzić tradycyjną potańcówkę.

W każdej kulturze na świecie jest zwyczaj wieczornego zbierania się przy ognisku i śpiewania. Dzieje się tak nie tylko w kulturach prymitywnych, u ludów plemiennych, wśród nomadów, ale też u ludzi wysoko cywilizowanych do dziś.

My, żeglarze szuwarowo-bagienni, pływając po Mazurach codziennie urządzamy ogniska i śpiewamy przy nich. I nie ma znaczenia jak kto jest muzykalny – każdy śpiewa. A wspólny śpiew zachęca do bajd, powoduje, że zaczynają się snuć różne gawędy i morskie opowieści. To spaja społeczność, to daje poczucie wspólnotowości. Każdy naród, każda lokalna społeczność, każda mniejszość etniczna ma swoje specyficzne pieśni, swoją tradycyjną muzykę.

Muzyka ma więc nie tylko aspekt seksualny ale też towarzyski. Śpiew służy tworzeniu więzów społecznych. A od wydawania nic nie znaczących, ale różnorodnych dźwięków otworem gębowym w celach seksualnych i towarzyskich – poprzez najpierw śmianie się, a potem śpiewanie - już jest bardzo blisko do tego, by artykułować dźwięki z sensem, by za ich pomocą przekazywać informacje - szczególnie gdy się działa w dużym stadzie i trzeba upolować zwierza, które warzy więcej niż wszyscy członkowie stada razem wzięci – np. mamuta.

I w tym momencie pojawiają się dwie konkurencyjne teorie. Jedne mówią, że język wykształcił się najpierw u samców, w celach komunikowania się w trakcie polowania, a druga teoria mówi, że pierwsze były jednak samice, które zajmowały się plotkowaniem, które zastąpiło iskanie, by tworzyć więzy społeczne stada. A plotkowanie mogło zastąpić iskanie, bo śmiech i śpiew wykształciły odpowiednio aparat głosowy.

Plotki

Chciałbym streścić główną tezę, którą postawił Robin Dunbar w dwóch swoich książkach, które wydano niedawno w Polsce: „Pchły, plotki, a ewolucja języka” i „Ilu przyjaciół potrzebuje człowiek?”.

Teza brzmi: „język u ludzi powstał na skutek potrzeby plotkowania”. Rozwinę to trochę i przedstawię w punktach jego tok rozumowania oparty o liczne badania z różnych dyscyplin nauki:

  1. Człowiek powstał w wyniku ewolucji biologicznej – w trakcie powolnego przekształcania się jednego gatunku w drugi. Co oczywiście nie wyklucza tego, że ewolucję stworzył Bóg.
  2. Język też jest efektem ewolucji. Nie pojawił się nagle, ale rozwijał się powoli – ewoluował ze śmiechu i śpiewu.
  3. Język służył pierwotnie przede wszystkim do nawiązywania więzów społecznych. I ciągle do tego służy.
  4. Język zastąpił iskanie.
  5. Nasi przodkowie przedgatunkowi, czyli należący do gatunków, z których wyewoluował człowiek, tworzyli stada. Człowiek zresztą też w większości czasu trwania naszego gatunku żył w stadach i plemionach. Życie w cywilizacji to mniej więcej 10 tys. ostatnich lat, a nasz gatunek istnieje już około 200 tys. lat.
  6. Tworzenie stad było uwarunkowaniem środowiskowym – w stadzie było łatwiej przetrwać. Przede wszystkim było łatwiej ostrzegać się, bronić, czy uciekać przed drapieżnikami. No i łatwiej było polować.
  7. By istniało stado jego członkowie muszą nawiązywać kontakty społeczne – muszą się nawzajem znać, muszą chcieć ze sobą przebywać i sobie nawzajem pomagać w potrzebie czy zagrożeniu. Te chęci tworzą stado i wszelkie inne społeczności.
  8. Nasi przedgatunkowi przodkowie, tak jak dzisiejsze małpy, utrzymywali więzy społeczne poprzez iskanie. Iskanie wywoływało błogość i przyjemność na skutek działania endorfin. Czyli był to rodzaj narkomanii.
  9. Iskanie zawsze dotyczy pary osobników – jeden osobnik iska drugiego, a potem jest ewentualnie zmiana. Iskanie zajmuje pewien czas. Ale doba ma skończoną ilość godzin i oprócz iskania, trzeba jeszcze jeść, spać i podejmować działania prowadzące do kopulacji. To powoduje, że iskać się można ze skończoną, z góry ograniczoną, ilością innych osobników.
  10. U współczesnych naczelnych liczebność stada jest silnie skorelowana ze względną wielkością nowej kory mózgowej w stosunku do wagi ciała.
  11. Współczesne szympansy tworzą trwałe stada mające maksymalnie około 50 osobników. Wielkość nowej kory mózgowej człowieka sugeruje, że powinniśmy tworzyć stada około stupięćdziesięcioosobnikowe.
  12. Zmiany środowiskowe wywoływały potrzebę tworzenia większych stad, ale ograniczeniem była pojemność mózgu i sposoby nawiązywania kontaktów społecznych poprzez iskanie się parami.
  13. Pojemność mózgu zaczęła rosnąć na skutek presji środowiskowej związanej z tym, że coraz trudniej było o pożywienie, z powodu zmian klimatu i konkurencji innych gatunków, co spowodowało zejście naszych przodków z drzew i przejście na step czy skraj lasu, a tam rosło zagrożenie drapieżnikami.
  14. Większa pojemność mózgu pozwalała znać większą ilość członków stada, ale czasu na iskanie było ciągle tyle samo, albo i mniej w warunkach zagrożenia, i ciągle można było nawiązywać więzy społeczne z taką samą ilością innych osobników i nie dawało się tego zwiększyć.
  15. Potrzebne więc były inne formy nawiązywania więzi społecznych, tak by w takiej jednej sesji iskania, czy czegoś innego, nawiązywać kontakt z większą ilością członków stada na raz.
  16. Równolegle rozwijały się różne sposoby komunikacji – powstawały różne sygnały oznaczające ostrzeżenia przed różnymi drapieżnikami i sygnały pozwalające sprawniej polować. Ale to nie było najważniejsze.
  17. Wydawanie sygnałów ostrzegawczych wykształciło aparat mowy, który zaczął być też używany do innych celów – najpierw do śmiania się, a potem do śpiewania. O tym były poprzednie notki z tej serii.
  18. Z gębowych sygnałów ostrzegawczych i z sygnałów używanych przy polowaniu, a przede wszystkim ze śmiechu i śpiewu, powstał pierwszy prymitywny język, który miał już elementy gramatyki. Takiego języka daje się nauczyć dzisiejsze szympansy, które potrafią nauczyć się kilkuset wyrazów i potrafią tworzyć z nich dwuwyrazowe zdania mające podmiot i orzeczenie. Jest to oczywiście język migowy, bo szympansy nie mają odpowiedniego aparatu głosowego by wymawiać i rozróżniać te wszystkie wyrazy.
  19. Nasi przodkowie powoli porzucali iskanie się i zamieniali to we wspólne śmianie się i śpiewanie, a gdy powstał prymitywny język z gramatyką, to zaczęli intensywnie używać go do nawiązywania coraz głębszych i trwalszych więzi społecznych poprzez plotkowanie. Zamiast się iskać opowiadali sobie kto, co, kiedy, z kim i dlaczego.
  20. Taka sesja plotkowania była dużo lepsza niż iskanie, bo plotkować mogły cztery osoby na raz. Dzięki temu - w tym samym czasie, w którym osobnicy iskający się tworzyli stada maksymalnie pięćdziesięcioosobnikowe - osobnicy plotkujący tworzyli stada trzy razy większe, czyli stupięćdziesięcioosobowe.
  21. Nasz gatunek zachował do dziś te liczebności, co wyjaśniłem w notce: czwórca, oraz w serii o liczbie: sto pięćdziesiąt. Spontaniczne grupy konwersacyjne mają maksymalnie cztery osoby, a grupy dobrych znajomych mają maksymalnie 150 osób. A nową korę mózgową mamy trzy razy większą od szympansów.

Teza Dunbara jest taka, że pierwotną, podstawową, główną funkcją języka, która spowodowała jego rozwój, nie było wydawania sygnałów ostrzegawczych przed drapieżnikami czy sygnałów potrzebnych do komunikacji w trakcie polowania, co było główną domeną osobników płci męskiej, ale język powstał przede wszystkim jako forma nawiązywania więzów społecznych, co było główną domeną osobników płci żeńskiej. Język zastąpił iskanie - język służył temu by sobie opowiadać o innych członkach stada, by informować kto co zrobił, kto z kim kopulował, jak się rozwijają i zachowują jego dzieci, kto kogo lubi, a kogo nie, kto co ostatnio powiedział, czy jaką miał przygodę.

Mężczyźni działali, polowali, zdobywali pożywienie, a kobiety w tym czasie plotkowały, rozwijały język. Mężczyznom rozwiązywał się wyrafinowany język dopiero wieczorem, przy ognisku – wtedy opowiadali dowcipy i śpiewali, byli trubadurami i gawędziarzami, ale to od początku był atawizm – śmiech i śpiew nie musiał nieść za sobą żadnych treści. A plotki musiały - i musiały mieć skomplikowaną gramatykę. Okoliczniki czasu, miejsca czy sposobu, partykuły, przydawki itd., które w plotkach są kluczowe, w trakcie polowania są zbędne, bo liczą się głównie wołacze, liczebniki i czas teraźniejszy.

Dzisiejsza obserwacja tego o czym ludzie rozmawiają potwierdza, że plotkowanie jest bardzo ważne. Ludzie w zdecydowanej większości czasu gdy gadają, to plotkują. Plotki są zawsze podstawą wszelkiej konwersacji.

Nigdy nie powiemy o kimś, że jest naszym dobrym znajomym, jeśli wcześniej nie wymienimy z nim różnych osobistych informacji, a najlepsi znajomi to tacy, z którymi mamy jakichś innych wspólnych znajomych i sobie o tych znajomych opowiadamy. I w zasadzie nie ma znaczenia czy sobie opowiadamy prawdę, czy nie, czy to są historie prawdziwe, czy zmyślone. Istotą jest nawiązywanie kontaktów. Przez gadanie o byle czym zbliżamy się do ludzi, tworzymy więzi społeczne. Werbalnie się iskamy. Wydzielają się nam endorfiny. Odczuwamy przyjemność z takiego gadania o byle czym – treść gadania ma znaczenie drugorzędne - ważne, że jesteśmy z innym człowiekiem, albo dwoma, czy trzema - i wchodzimy z nimi w interakcję.

Z badań naukowych wynika, że około dwóch trzecich wszystkich rozmów jakie ludzie w ogóle toczą, to rozmowy na tematy społeczno-towarzyskie. Dotyczy to wszystkich bez wyjątku ludzi – w tym naukowców, profesorów czy filozofów. Ludzie takie rozmowy toczą i w domu i w pracy. Język pozwala nam na bycie członkiem społeczności, bo pozwala dobrze poznać innych członków tej społeczności - przez obgadanie ich. Dzięki plotkowaniu potrafimy tworzyć trwalsze, głębsze i bardziej wyrafinowane społeczności niż inne zwierzęta.

Dlatego nie ma sensu potępiać ludzi plotkujących i wyśmiewać się z portali czy czasopism plotkarskich – plotkowanie jest bardzo silnym atawizmem; główną funkcją języka jest plotkowanie, język powstał po to by plotkować, jego struktura, syntaktyka, semantyka czy gramatyka służy głównie temu by móc sprawnie, treściwie i przyjemnie wymieniać informacje towarzyskie. Gdyby nie chęci i potrzeby plotkowania to by nie było języka, a bez języka nie bylibyśmy ludźmi i nie stworzylibyśmy w końcu cywilizacji.

Więc bez żadnych skrupułów oddaj się drogi czytelniku jutro codziennemu tradycyjnemu plotkowaniu, czyli obgadywaniu innych. Ale nie zapomnij by jednak tą jedną trzecią gadania przeznaczyć na coś innego, np. na filozofię, czy analizę tego, po co było to plotkowanie…

Grzegorz GPS Świderski

PS. Polecam resztę moich notek w tym temacie:

licznik: 4992 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze